"Wszechświat składa się z historii, a nie z atomów"

 

Stanisław August Poniatowski

"Portret Stanisława Augusta z klepsydrą" Marcello Bacciarelli     "Stanisław August Poniatowski był dzieckiem niezwykłym - zaraz po urodzeniu astrolog przepowiedział mu, że w przyszłości zostanie królem. Matka, Konstancja z Czartoryskich, od początku wychowywała więc syna na przyszłego władcę (...)". No i został skurwiel królem...Stanisław August Poniatowski, ostatni król Rzeczypospolitej

     Kim był nasz kochany Staś? Cóż, był stolnikiem litewskim, kuzynem potężnych Czartoryskich, jednak zupełnie ignorowanym przez swych krewnych, podobnie zresztą jak całą ówczesną elitę magnacką. Jakież zatem niezwykłe okoliczności czy wydarzenia sprawiły, iż to właśnie Stanisław został wybrany we wrześniu 1764 roku na króla Rzeczypospolitej?! Odpowiedź na to pytanie należałoby szukać w miejscach i czasach o wiele wcześniejszych niż wspomniany rok ostatniej polskiej elekcji w podwarszawskiej Woli. Cofnijmy się zatem do roku 1750...

     Osiemnastoletni Stanisław przybywa do Drezna, do ówczesnego króla Polski Augusta III. Tam spotyka Charlesa Williamsa, angielskiego ambasadora w Petersburgu (swoją drogą koleś był lekko pierdolnięty, lubował się w hucznych i niekonwencjonalnych zabawach, a na dodatek był gejem), co więcej, w stosunkowo krótkim czasie zaprzyjaźnia się z ziomem (już wtedy mówiło się, że Stasiu daje Anglikowi dupy). De facto znajomość ta otworzyła Poniatowskiemu wrota wielkich salonów Europy drugiej połowy XVIII wieku. Chłopcy zwiedzili razem, między innymi, Anglię, Francję, a na koniec Rosję... Williams zaproponował Stasiowi fuchę osobistego sekretarza, na co ten oczywiście z chęcią przystał i tak o to, w 1755 roku Poniatowski rozpoczyna nowy rozdział swego życia - okres petersburski. W stolicy carskiej Rosji Stasiowi najwyraźniej znudziło się monotonne współżycie z ekscentrycznym Anglikiem i zapragnął doświadczyć nowych przyjemności. Tak się akurat złożyło, że nie tylko jego petersburskie pałace wyraźnie nudziły. W podobnej sytuacji znajdowała się bowiem nijaka Zofia Anhalt-Zerbst, wówczas już Katarzyna, żona księcia holsztyńskiego Piotra, siostrzeńcaKatarzyna II, caryca Rosji ówczesnej carycy Elżbiety, a zarazem następcy rosyjskiego tronu. Zupełnie olewana przez jebniętego męża - sadystę (ruscy to już chyba takie geny pierdolnięte mają) umilała sobie żywota licznymi romansami. No i dała Kasia Stasiowi, albo Stać Kasi (obydwoje takie same dziwki). I w tym momencie można by już właściwie skończyć ten etap naszej opowieści, bo reszta, wydawało by się, jest oczywista, ale dokończę jeszcze w paru krótkich zdaniach jak się ta cała impreza skończyła. A mianowicie po pewnym czasie kochankowie zostali przyłapani... i to przez samego mężusia Katarzynki! Już się szykowała zadymka, więc Stasiu najzwyczajniej w świecie spierdolił do kraju... Ale wrócił. Co prawda już nie na stałe, ale kontakty zostały odnowione - cztery lata później, kiedy to Kasia oficjalnie rządziła już całą Wszechrosją, jako Katarzyna II. Wcześniej oczywiście umarło się Elżbiecie, a Piotruś III, mężulek naszej słodkiej kochaneczki, został... no powiedzmy - obalony. Przez kogo? Przez Katarzynkę oczywiście! Teraz nadeszły piękne czasy - Kasia carycą, a jej pseudo-kochanek, Staś... no właśnie, co ze Stasiem ?! Oto zatem dochodzimy do punktu szczytowego całej historii! Rok 1763 - śmierć Augusta III, polski tron pozostaje pusty... No i już wiadomo jak Stanisław August Poniatowski, stolnik litewski, daleki kuzyn Familii, dupodajka znana nie tylko w gejowskich kręgach dyplomacji brytyjskiej, ale też w pałacach petersburskich, został królem Rzeczypospolitej Sarmackiej.

 "Stanisław August Poniatowski w stroju koronacyjnym" Marcello Bacciarelli

     Omówiwszy pokrótce okres przedkrólewski w życiu naszego ostatniego koronowanego władcy, przejdźmy teraz do czasów jego panowania. Zważywszy jednak na fakt, o którym już zapewne zdążyłeś/aś przekonać się Drogi Czytelniku/Czytelniczko, iż nie darzę gościa zbytnią sympatią, skupię się przeto na negatywnych aspektach tegoż okresu, choć oczywiście, ze względu na obiektywizm historyczny, zasług kochanego króla Stasia pominąć nie sposób.

 

     Na początek krótkie zdanie wprowadzenia: Stanisław Poniatowski (określenie August - dla nieuświadomionych - 'boski' - dziwnie mi do tego zioma nie pasuje) przez całe swoje panowanie był teoretycznie i praktycznie uzależniony od swej protektorki, Katarzyny II. Stwierdzenie to jest niezbędne dla dalszej analizy zjawiska, jakim było panowanie Stasia na tronie polskim, chociażby ze względu, iż decyzje jego, próby ratowania Rzeczypospolitej, wszelkie, mniej lub bardziej udane reformy - wszystko to musiało mieć zgodę i poparcie rosyjskiej carycy - bez tego, ani rusz. Stasiu został wybrany na króla 6 września a.d. 1764. W grudniu tegoż roku został koronowany w warszawskiej kolegiacie św. Jana. Już podczas sejmów: konwokacyjnego i koronacyjnego podjęto szereg reform i innowacji w polskiej kulturze polityczno-społecznej. Pozwolę sobie tylko pokrótce wymienić niektóre, jak chociażby: powołanie Komisji Skarbowej Koronnej i Litewskiej oraz Komisji Wojskowej Koronnej, ograniczenie liberum veto w sprawach skarbowych, reformy wojskowe, reforma poczty, powołanie komisji dobrego porządku w miastach etc. Sam król już w 1765 roku zakłada w Warszawie Szkołę Rycerską, otwiera Teatr Narodowy oraz mennice w Krakowie i Warszawie. Zaczął więc Staś całkiem nieźle, ale długo nie pokozaczył. Zbytnia samodzielność byłego kochanka wkrótce zaniepokoiła Katarzynkę, która postanowiła działać. W skutek aktywności ruskiego ambasadora w Polsce, nijakiego Nikołaja Repina (gatunek ludzki - skurwysunus pospolitus) najpierw doszło w kraju do wojny domowej (katolicy vs innowiercy, a wszyscy przeciw królowi), a później (choć już bez udziału ruskich, bo w sumie przeciw nim) doszło do zawiązania konfederacji barskiej. Nie wgłębiając się zbytnio co, gdzie i kiedy, zakończę tą część mych dygresji krótkim podsumowaniem - 8 lat po koronacji Stanisława 'Augusta' Poniatowskiego, dokładnie 5 sierpnia 1772 dochodzi do pierwszego rozbioru Polski... Akt pierwszy panowania Stasia kończy się wynikiem dość przygnębiającym - jeden zero w dupę dla RP.

 

     Czasy po pierwszym rozbiorze dla Stanisława Poniatowskiego wybitnie chwalebne nie są, bo w gruncie rzeczy koleś po prostu nie robił nic, a przynajmniej nic co zasługiwałoby w mej opinii do wyszczególnienia. Okres między rokiem 1772 a 1787 pozostawię zatem bez komentarza. Jednakże druga z wymienionych dat to jednak ważne wydarzenie dla Polski, a także naszego królika. Właśnie wtedy dochodzi bowiem do spotkania w Kaniowie, gdzie Stasiu, chcąc podlizać się Kasi, zadeklarował chęć pomocy Rosjanom w wojnie z Turcją. "Konstytucja 3 Maja. Sejm Czteroletni. Komisja edukacyjna. Rozbiór. R.P. 1795." Jan MatejkoSam ten fakt jest oczywiście prawie bez znaczenie, najważniejsze jest to, iż caryca wydała zgodę na zwołanie sejmu skonfederowanego, czyli takiego, na którym liberum veto nie działa. I taka jest mniej więcej geneza powstania Sejmu Czteroletniego, zwanego także Sejmem Wielkim, owocem którego prac była sławetna Konstytucja 3. maja A.D. 1791. Nie można zapomnieć o doniosłej roli, jaką odegrał w tych wiekopomnych chwilach sam Poniatowski, będący, jakby nie patrzeć, jednym z twórców sukcesu Sejmu Czteroletniego.

Jednak czasy niespokojne były i zapewne każdy wie, iż rok 1792 to data zdradzieckiej targowicy i początek wojny o konstytucję, a w rzeczywistości ostatnia szansa na obronę suwerenności Rzeczypospolitej. I niestety, na tym polu król Stanisław August Poniatowski nie wykazał się wcale. Co prawda walczyli za niego inni, nawet bratanek królewski (swoją drogą wybitny dowódca i bardzo porządny człek) Józef Poniatowski, jak również Dąbrowski (ten z "Mazurka") czy Kościuszko (później powstanie zrobił), jednakże sam król definitywnie dał dupy. Jednakże największą głupotą i, dla mnie przynajmniej, najbardziej niezrozumiałym czynem Stanisława, było przystąpienie Poniatowskiego do konfederacji targowickie, co oznaczało de facto odrzucenie Konstytucji 3 maja i koniec wojny, a jak się w niedługim czasie okazało, także koniec I RP. Sejm w Grodnie obradujący od czerwca do listopada 1793 zatwierdził drugi rozbiór Polski. Później było jeszcze co prawda powstanie kościuszkowskie, ale na nic się ono zdało, bo rok 1795 to trzeci rozbiór i abdykacja ostatniego króla Sarmackiej Rzeczypospolitej, Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

                                                                      Rozbiory Rzeczypospolitej